Zwykliśmy mawiać, ze nasza hodowla powstała z przypadku i był to jeden z najprzyjemniejszych przypadków, jakie nam się kiedykolwiek przytrafiły. Na początku 1999 roku uznaliśmy, że chcielibyśmy mieć kota, początkowo jednak nie wiedzieliśmy jaka rasa najbardziej by nam odpowiadała. Przewertowawszy kilka książek o kotach, wybraliśmy parę ras i wtedy właśnie wkroczył przypadek - okazało się bowiem, że w warszawskiej hodowli AGPAMIS czeka na nas rudo-biała kotka Fuma.
Choć
początkowo nie okazywała nam wielkiego zainteresowania - w przeciwieństwie do
reszty jej rodzeństwa - spodobała się nam od pierwszego wejrzenia i tak oto 31
stycznia 1999 r. zamieszkała wraz z nami. Swym pogodnym usposobieniem podbiła
nie tylko nasze serca, ale i serca naszych rodzin, znajomych i sąsiadów (co
oczywiście bardzo się przydało wiele razy w przypadku weekendowych czy
wakacyjnych wyjazdów).
Na początku 2002 roku zaczęliśmy się rozglądać za stosownym towarzystwem dla naszej Fumy-Psotki. Zamarzyła nam się kotka czarna dymna bez białego - jak się po paru miesiącach poszukiwań okazało, prawdziwa w tamtych czasach rzadkość wśród kotów norweskich leśnych. Szukaliśmy w Skandynawii, Szwajcarii, Francji - na próżno.
Niewiele
brakowało, a sprowadzilibyśmy w końcu taką kotkę aż z zachodniego wybrzeża USA,
ale na szczęście ostatecznie okazała się zarezerwowana. Na szczęście, bo wtedy
obiecaliśmy sobie, że zarzucimy nasze poszukiwania, jeśli w najbliższym miocie
urodzi nam się dobra w standardzie koteczka - niebieska szylkretka. Jak na
zamówienie, 10 czerwca 2002 na świat przyszła Roxanne.
Od pierwszych tygodni jej życia wiadomo było, że zostanie z nami - jej uroczy pyszczek i anielski jak na kota charakter sprawiły, że nawet nam przez myśl nie przeszło, że moglibyśmy się z nią rozstać.
Nie
planowaliśmy powiększać na razie naszej hodowli, mając na uwadze niewielki
metraż oraz powiększającą się ludzką rodzinę, jednak gdy Roksia obdarzyła nas
miotem na literę U, zaczęliśmy się wahać w naszym postanowieniu. Najpierw
podjęliśmy decyzję o pozostawieniu Umbrii, aby każdy z domowników miał swojego
kota, z Ulką planowaliśmy się z ciężkim sercem pożegnać, bo kto to widział
w poważnej hodowli 3 na 4 koty z własnym przydomkiem? Czas płynął, Ulla rosła
i w ciągu 6 miesięcy z brzydkiego kaczątka wyrosła na piękną pannę, oczko
w głowie swojej pani.
W listopadzie 2005 podjęliśmy ostatnią próbę pozbycia się Ulki, na poznańską wystawę zabraliśmy ją wraz z ogłoszeniem o sprzedaży do powieszenia na klatce. W sobotę otrzymała niezbyt satysfakcjonującą ocenę Ex2, co nie zniechęciło Moniki, która po raz kolejny zaczęła zamęczać Darka, aby się zgodził zostawić tę kochaną kotkę jako czwartą w stadzie. Darek wyrzekł pamiętne słowa: "Zgoda, jak jutro wygra". Kochana, ambitna Uleczka w niedzielę została nominowana do BISu i zdobyła BIS kociąt 6-10 miesięcy II kategorii. Wróciła z nami do domu, a ogłoszenie na klatkę wciąż przechowujemy wśród kocich dokumentów. Na pamiątkę, nie na zasadzie szantażu...
Mając
kotki ze sobą spokrewnione, nie możemy się pochwalić szeroką pulą genetyczną, za
to mamy okazję obserwować, jak układają się relacje między kotkami o różnym
stopniu pokrewieństwa. Siostry Ullę i Umbrię łączą wyraźnie stosunki siostrzane,
bardziej poufałe niż z matką i babcią. Mimo to, wszystkie kotki nawzajem
wychowują swoje kocięta, karmią je i podbierają sobie wzajemnie. Kocie porody
odbywają się u nas w atmosferze rodzinnej, wszystkie kotki są obecne w tym samym
pomieszczeniu, przynajmniej jedna pomaga położnicy wylizywać kocięta. Jest to
niezwykle wzruszający widok i cieszymy się, że spotkało nas takie szczęście.
Mamy w perspektywie wyprowadzkę za miasto, do malowniczej mazowieckiej wsi, gdzie koty będą miały możliwość korzystania z wybiegu, ale mimo to na razie zarzekamy się, ze cztery koty nam wystarczą. Czy się to nie zmieni, gdy już wybieg powstanie? Czas pokaże.
Jesteśmy
czteroosobową rodziną. Hodowlę
kotów traktujemy jako hobby, a wręcz sposób na życie. Wszyscy razem jeździmy na
kocie wystawy, nasza córka Klara tęskni za takimi
wypadami, gdy następuje między nimi dłuższa przerwa. Młodszy od niej Jędrek
wyraźnie lubi to całe zamieszanie, choć jeszcze nie miał dotąd okazji nam o tym
powiedzieć.
Opiekę nad kotami sprawujemy wspólnie, dzieci uczą się troski o zwierzęta, a poprzez to obowiązkowości, co - mamy nadzieję - zaprocentuje na przyszłość.
Jako rodzina mamy wiele marzeń, związanych z przyszłym domem, ze wspólnym spędzaniem czasu wolnego na podróżach, zwiedzaniu ciekawych miejsc i uprawianiu pasjonujących sportów, takich jak chociażby nurkowanie. Jako hodowcy zaś mamy w sercach następujący cel - stworzyć naszym kotom warunki do szczęśliwego, spokojnego życia, kocięta natomiast wychować tak, by były nie tylko piękne, ale weszły harmonijnie w życie nowej rodziny.